W Inne, Rehabilitacja

FIZJOTERAPEUTA, CZYLI „LEKARZ” BEZ STETOSKOPU

Nie znam fizjoterapeuty, który w trakcie swoich studiów lub pracy zawodowej, nie spotkał się ze stwierdzeniem „masażysta”. Tak, to słowo jest nam tak samo znane jak „fizykoterapeuta”. Czy te określenia są synonimami i można je stosować zamiennie? No właśnie w tym tkwi problem, że niestety nie. Najlepiej zacznijmy od początku…

Dawno, dawno temu …

Twórca polskiej rehabilitacji, bo za takiego uważany jest śp. prof. Wiktor Dega, jej początków doszukiwał się już w starożytności, gdy praczłowiek podświadomie pocierał sobie stłuczone miejsce na ciele. Każdy z nas na uderzenia i stłuczenia reaguje dokładnie tak samo i zapewne nawet nie ma pojęcia, że wykonuje jedną ze składowych fizjoterapii jaką jest masaż (rozcieranie). Ale czy to oznacza, że każdy człowiek na świecie może się nazwać „masażystą”? Chyba niekoniecznie.

Ojciec naukowej medycyny, Hipokrates, przejął zainteresowanie ćwiczeniami leczniczymi od swojego nauczyciela Herodikosa. Dlatego, w starożytnej Grecji biegi, marsze, zapasy i kąpiele były powszechnie stosowane. Ten słynny lekarz tuż obok swojego znanego „primum non nocere” często powtarzał, że „cała wiedza medyczna ma dwa potężne słupy, na których się wspiera. Są nimi ćwiczenia fizyczne i dietetyka”.

W Polsce początków rehabilitacji dopatruje się już w XVIII wieku w czasach Komisji Edukacji Narodowej. Wiek później prekursor polskiej ortopedii, Ludwik Bierskowski, założył w Krakowie Szkołę Gimnastyczną, której celem było leczenie poprzez ruch.

To czym właściwie jest ta rehabilitacja?

Najbardziej ogólna jest definicja WHO, wg której rehabilitacja to kompleksowe postępowanie w odniesieniu do osób niepełnosprawnych fizycznie i psychicznie, które ma na celu przywrócenie pełnej lub możliwej do osiągnięcia sprawności fizycznej i psychicznej, zdolności do pracy i zarobkowania oraz zdolności do brania czynnego udziału w życiu społecznym.

Jak widać, rehabilitacja to nic innego jak leczenie ruchem, dążące do uzyskania jak największej możliwej samodzielności pacjenta. Można śmiało powiedzieć, że fizjoterapeuta do leczenia używa witaminy R i nie jest nią rutyna. 🙂

Na rehabilitację składają się 3 integralne części:

– kinezyterapia
– fizykoterapia
– masaż

Kinezyterapia to słowo pochodzącego z greckiego „kinesis”, co oznacza ruch. Jest to cały dział bazujący na różnorodnych ćwiczeniach, wykonywanych samodzielnie przez pacjenta lub z terapeutą. I niekoniecznie są to ćwiczenia rodem z sali fitness. Każda aktywność pacjenta, nawet bierna (np. bierne ćwiczenia stawów u osób porażonych) czy chociażby zwykłe ćwiczenia oddechowe również należą do kinezyterapii. Ważnym elementem kinezyterapii, oprócz ćwiczeń, jest diagnostyka i szereg testów ortopedycznych, neurologicznych czy krążeniowych, które terapeuci mogą wykonywać swoim pacjentom celem zróżnicowania objawów oraz postawienia diagnozy, prognozy i planowania terapii. Jedne z najbardziej znanych metod kinezyterapeutycznych to metoda McKenziego, Vojty, Bobatha i PNF.

Fizykoterapia to jedna z form fizjoterapii i część medycyny fizykalnej. Jej celem jest oddziaływanie na organizm różnymi naturalnymi bodźcami fizycznymi (Słońce, borowina, siarka) i tymi wytwarzanymi przez specjalistyczne urządzenia (pole magnetyczne, ultradźwięki, krioterapia itp.).

Masaż polega na sprężystym odkształcaniu tkanek poprzez ich ucisk w określonym tempie. Najbardziej znaną formą masażu jest masaż klasyczny, w którego skład wchodzą określone techniki. Oprócz celu leczniczego, masaż pełni również rolę relaksacyjną, przeciwobrzękową i regenerującą.

Czy fizjoterapeuta zatem jest masażystą?

Jak widać powyżej, masaż jest jedną ze składowych fizjoterapii i jest pojęciem węższym. Fizjoterapeuta leczy ruchem i jego głównym sposobem usprawniania pacjenta jest kinezyterapia, czyli ćwiczenia. Natomiast, fizjoterapeuci stosują rozmaite metody masażu jako uzupełnienie terapii.

Czym różni się edukacja masażysty od fizjoterapeuty?

Miano „masażysty” można uzyskać dwojako: albo ukończyć szkołę policealną, zdać egzamin zawodowy i uzyskać tytuł technika masażysty albo skończyć jeden lub dwa kilkugodzinne kursy masażu. Jaka jest różnica w kształceniu? Znacząca. Umówmy się, że kurs masażu może skończyć każdy, tylko z marnym skutkiem. Sztuka masażu jest nauką obejmującą szereg zagadnień: od anatomii i fizjologii począwszy, po jednostki chorobowe, a na technikach masażu skończywszy. Nie da się być dobrym masażystą po 2-dniowym kursie, ponieważ w takim czasie można opanować co najwyżej anatomię funkcjonalną łydki i to z marnym skutkiem.

Technik masażysta to zawód zakończony egzaminem państwowym, do którego przygotowuje się ucznia przez 2 lata. W trakcie zajęć teoretycznych mają mnóstwo zagadnień medycznych (anatomia, schorzenia) oraz ogrom ćwiczeń praktycznych. Co więcej, w szkole policealnej uczeń praktykuje masaż przez znacznie więcej godzin, aniżeli magister fizjoterapii (aż 700 godzin). Dodatkowo, w okresie wakacyjnym kierowany jest na zajęcia praktyczne do wybranych gabinetów masażu.

Natomiast, fizjoterapeuta w trakcie całego toku studiów ma sporo godzin masażu specjalistycznego (klasyczny, sportowy, limfatyczny), natomiast znacznie mniej praktyki. Oczywiście, to wszystko zależy do jakich gabinetów i zakładów trafi w trakcie praktyk wakacyjnych lub jakie są jego cele zawodowe, ale jestem przekonana, że mało który student studiów fizjoterapii dorównuje praktyką uczniom masażu ze szkół policealnych.

Z czasem, gdy fizjoterapeuta po studiach wybiera swoją dalszą ścieżkę zawodową i zaczyna specjalizować się w danej dziedzinie, np. pediatrii, to uczęszcza na szereg kursów kinezyterapeutycznych oraz m.in. masażu (w przypadku pediatrii np. masaż Shantala), które są bardzo wartościowe i dostarczają mu mnóstwo specjalistycznej wiedzy merytorycznej i praktycznej.

Podsumowując: fizjoterapeuta ma podstawy teoretyczne i szanse na bycie dobrym masażystą, podczas gdy technik masażu, ze względu na zawężoną ścieżkę edukacyjną, nie może być fizjoterapeutą.

Kim jest zatem „fizykoterapeuta”?

Fizykoterapeuta to słowo hybryda, które nie wiedząc czemu przyjęło się w języku potocznym. Można je potraktować jako synonim „technika rehabilitacji”. Przed wprowadzeniem systemu bolońskiego w szkolnictwie wyższym, przy uczelniach typu AWF, działały szkoły policealne, w których można było zdobyć zawód technika rehabilitacji. Student taki, analogicznie do technika masażu, uczył się tylko i wyłącznie jednej składowej fizjoterapii jaką jest fizykoterapia. Zakres edukacji w takich szkołach nie obejmował ani ćwiczeń (kinezyterapii) ani masażu. Pomimo, że szkoły takie już dawno przestały istnieć, to do tej poru w gabinetach rehabilitacyjnych można spotkać techników rehabilitacji, którzy zajmują się obsługą urządzeń typu pole magnetyczne, ultradźwięki, jonoforeza itp.

To jak wygląda edukacja fizjoterapeuty?

Do końca XX wieku, osoby zainteresowane tematem rehabilitacji podejmowały studia w Akademiach Wychowania Fizycznego na Wydziałach Rehabilitacji. Po ich ukończeniu zdobywały zawód „rehabilitanta”. W trakcie wprowadzania systemu bolońskiego i ujednolicania kształcenia w Europie, nazwa kierunku studiów „rehabilitacja ruchowa” została zmieniona na „fizjoterapia” na wzór zachodni. W międzyczasie, na kierunku fizjoterapii zaczęły kształcić uczelnie stricte medyczne i tak jest do teraz. Studia z 4-letnich magisterskich zostały wydłużone do 5-ciu lat i podzielono je na dwa stopnie: 3-letnie licencjackie i 2-letnie uzupełniające magisterskie. Aby zdobyć tytuł magistra fizjoterapii należy zaliczyć szereg przedmiotów teoretycznych (setki godzin anatomii, fizjologii, neurologii, kardiologii, ortopedii, kinezyterapii i wiele innych), zajęć klinicznych w szpitalach i gabinetach rehabilitacyjnych oraz wakacyjnych praktyk zawodowych w ośrodkach zdrowia (łącznie min. 1,5 tysiąca godzin!).

Do niedawna fizjoterapeuci nie byli pełnoprawnym odrębnym zawodem medycznym. Nie posiadali swojej izby ani prawa wykonywania zawodu na wzór lekarzy i pielęgniarek. Takie rozwiązanie prowadziło do wielu niebezpiecznych absurdów. Gabinet fizjoterapeutyczny mógł otworzyć każdy, niezależnie czy był szewcem, elektrykiem czy piekarzem. Wystarczyło, że powiesił tabliczkę Gabinet Rehabilitacji i mógł „leczyć” pacjentów. W tym czasie również jak grzyby po deszczu wyrastały „szkoły” oferujące weekendowe „kursy fizjoterapii”. Stąd wielu „szamanów”, „kręgarzy” i pseudo specjalistów działało na niekorzyść pacjentów i oczerniało zawód fizjoterapeuty.

Po wielu protestach i rozmowach przy okrągłych stołach, w maju 2016 roku weszła w życie długo oczekiwana ustawa o zawodzie fizjoterapeuty. Praktykować teraz mogą jedynie osoby o potwierdzonych kwalifikacjach. 2-stopniowe studia magisterskie zostały zlikwidowane na rzecz 5-letnich jednolitych studiów magisterskich. Wszelkie wytyczne dotyczące kształcenia są spójne z wytycznymi Światowej Konfederacji Fizjoterapii (WCPT), a w ścieżce kształcenia fizjoterapeuty nie ma większych różnic programowych w porównaniu do krajów zachodnich. Dziś, na wzór lekarzy, fizjoterapeuci po ukończonych studiach wyższych muszą podejść do Państwowego Egzaminu Fizjoterapeutycznego i dopiero po jego zdaniu otrzymują prawo wykonywania zawodu.

Na mocy ustawy, fizjoterapeuci stali się odrębnym, pełnoprawnym zawodem medycznym bazującym na ogromnej dawce wiedzy i praktyki klinicznej. Ich celem jest poprawa jakości życia człowieka w każdym wieku: od noworodka począwszy, po seniorów skończywszy. Aktywnie uczestniczą w szeregu kursów, szkoleń i studiów podyplomowych. Niektórzy wybierają ścieżkę naukową, z powodzeniem wykładając na uczelniach polskich i zagranicznych oraz zdobywają kolejne tytuły naukowe. Piszą książki i artykuły medyczne oraz jeżdżą na konferencje i sympozja naukowe. To do nich coraz częściej pacjenci trafiają bezpośrednio z gabinetu lekarskiego, a ich zadaniem jest usprawnienie chorego w maksymalnym zakresie i adekwatnie do postawionej diagnozy.

Fizjoterapeuci są współczesnymi „lekarzami”, wyposażonymi nie w stetoskop lecz goniometr oraz ogromną dawkę pozytywnej energii. 🙂

Po więcej informacji na temat zawodu fizjoterapeuty zapraszam na oficjalną stronę Krajowej Izby Fizjoterapeutów: klik

 

Share Tweet Pin It +1
Sylwia Seweryn

Sylwia Seweryn

Mama, żona i fizjoterapeutka. Ciągle w biegu, starająca się nadążyć za swoimi pomysłami i rozróżnić to co w życiu jest ważne od tego co kluczowe.

You may also like

KAMIENIE MILOWE – GRUNT TO ZDROWY ROZSĄDEK!

Opublikowany 20 sierpnia, 2018

TABELA KAMIENI MILOWYCH – PORADNIK RODZICA

Opublikowany 25 sierpnia, 2018

Poprzedni wpisTUMMY TIME, CZYLI 8 WSKAZÓWEK NA RADOSNE LEŻENIE NA BRZUSZKU
Następny wpisPODUSZKI ORTOPEDYCZNE - FAKTY I MITY

Brak komentarzy

Zostaw komentarz